Nawigacja MIO M400 FEU – wrażenia z użytkowania

W poprzednim artykule o MIO M400 niewiele napisałem o mapach dostarczanych z urządzeniem. Otóż dane dla Polski dostarcza Emapa, a dla pozostałych krajów Europy – Tele Atlas. Myślę, że producent wiedział co robi, decydując się na lokalnego dostawcę map – Emapę (mam nadzieję, że mapy są co najmniej tak samo dokładne jak z Tele Atlas).

W poprzednim artykule o MIO M400 niewiele napisałem o mapach dostarczanych z urządzeniem. Otóż dane dla Polski dostarcza Emapa, a dla pozostałych krajów Europy – Tele Atlas. Myślę, że producent wiedział co robi, decydując się na lokalnego dostawcę map – Emapę (mam nadzieję, że mapy są co najmniej tak samo dokładne jak z Tele Atlas). Mapy obu dostawców są dostępne online w internecie, więc można przed zakupem nawigacji ocenić na ile mapy są dokładne (oczywiście o ile MIO dostarcza najnowsze wersje map):

Pierwszą dłuższą trasę opracowałem i jechałem na mapach, z którymi kupiłem nawigację. Niestety w kilku przypadkach okazała się nieaktualna i w dziwny sposób wyznaczała trasę – zamiast ominąć miasto istniejącą (również na mapie) obwodnicą, zostałem skierowany do centrum, by dalej wyjechać na końcu obwodnicy. Po powrocie do domu zaktualizowałem mapę do najnowszej wersji (można pobrać dwie darmowe aktualizacje po rejestracji w serwisie MIO). Ponowne opracowanie trasy obyło się już bez takich kwiatków – słowem, warto zaktualizować mapy.

Poprzednio pisałem również o grubym i sztywnym kablu zasilającym oraz wielkiej wtyczce do gniazda zapalniczki. Jak się okazało jest to dość uciążliwy mankament. Kilkukrotnie, przy zmianie biegów, udało mi się zahaczyć palcami wystający kabel i wyciągnąć wtyczkę. W czasie jazdy odkryłem również, ze wtyczka ma lampkę informującą o zasilaniu – jest ona tak mało widoczna, że wcześniej ją przeoczyłem.

Niestety, nawigacja potrafi się zawiesić. Przydarzyło mi się to co prawda do tej pory tylko raz, ale warto być na to przygotowanym. Dlatego po opracowaniu trasy, warto ją zapisać, by w przypadku zawieszenia móc szybko zrestartować nawigację i wczytać trasę. Ponieważ pozycja GPS ustawiana jest momentalnie, a i system ładuje się równie szybko, tak że bez nawigacji możemy być maksymalnie około 2 minut. Myślę, że jeśli te “resety” będą wymagane sporadycznie, to można przeboleć tę wadę. O ile dobrze pamiętam, to instrukcja obsługi ostrzega, że urządzenie może się “zawiesić”.

Podsumowując moje przygody z MIO M400, jestem zadowolony z tego urządzenia i map. Myślę, że ma dobry stosunek ceny do możliwości. Wyznaczone trasy przejeżdżałem bez większych przeszkód. Jedynie gdy specjalnie zatrzymałem się na drodze gruntowej (dość daleko od drogi asfaltowej) i miałem włączoną opcję unikania dróg gruntowych, to oprogramowanie nie mogło wyznaczyć nowej trasy z aktualnego położenia. Wyłączenie unikania “gruntówek” rozwiązało sprawę. Z mniejszych rzeczy, brakuje mi trochę łatwego dostępu do regulacji głośności komunikatów – szybko można jedynie włączyć lub całkowicie wyłączyć dźwięki. Czasami ekran mógłby być bardziej responsywny. Poza tym właściwie nie ma się do czego więcej przyczepić – ekran jest czytelny zarówno w dzień (można rozjaśnić) i nie razi w nocy (można przyciemnić), komunikaty o manewrach są podawane wystarczająco wcześnie. Podczas jazdy urządzenie jest praktycznie bezobsługowe. Nawet przyzwyczaiłem się do widoku 3D, którego nigdy wczesniej nie używałem.

Na koniec chciałbym poruszyć sprawę, którą poprzednio uznałem za największą wadę nawigacji – brak asystenta pasa ruchu. Otóż nie do końca jest to prawda. Obecność “asystenta” zależy od miejsca – większe miasta europejskie (nie, nie w Polsce!) mają informację o pasach ruchu i są one wyświetlane podczas jazdy.


Asystent pasa ruchu w nawigacji MIO M400 FEU

Można sobie przetestować działanie “asystenta” wybierając się np. w wirtualną przejażdżkę po Berlinie. Może kiedyś doczekam się aktualizacji takich informacji dla Warszawy czy Wrocławia…

(Ostatnia aktualizacja: 2010-02-12)

Nawigacja samochodowa GPS – MIO M400 FEU

Dość długo zastanawiałem się nad kupnem nawigacji samochodowej. Co prawda posiadam Nokię N810, która ma wbudowany odbiornik GPS i system nawigacji firmy Wayfinder z mapami Tele Atlas, jednak brak aktualizacji map i konieczność płacenia (dość słono) za abonament umożliwiający wyznaczanie tras (normalnie można tylko określać swoje położenia na mapie i wyszukiwać lokalizacje), a także zbliżający się nowy sezon wyjazdowy (wiosna tuż tuż…), przyspieszyły decyzję.

Dość długo zastanawiałem się nad kupnem nawigacji samochodowej. Co prawda posiadam Nokię N810, która ma wbudowany odbiornik GPS i system nawigacji firmy Wayfinder z mapami Tele Atlas, jednak brak aktualizacji map i konieczność płacenia (dość słono) za abonament umożliwiający wyznaczanie tras (normalnie można tylko określać swoje położenia na mapie i wyszukiwać lokalizacje), a także zbliżający się nowy sezon wyjazdowy (wiosna tuż tuż…), przyspieszyły decyzję.

Na rynku jest całe mnóstwo urządzeń do nawigacji samochodowej GPS i sporo różnego rodzaju map. Zakres cen i jakość wykonania urządzeń GPS, dokładność i obszar pokrycia map oraz przeczytane opinie użytkowników – łącznie przemieszane – powodują, że trudno zdecydować, co warto kupić. W moim przypadku ważnym czynnikiem była niska cena (nawigacja jest tylko gadżetem, który ma ułatwić podróżowanie – nie zarabia na siebie) oraz łatwość obsługi. Zdecydowałem się szukać urządzenia wyposażonego w mapę całej Europy, gdyż nigdy nie wiadomo, gdzie człowieka poniesie…

Siłą rzeczy urządzenia porównywałem do mojej Nokii – chciałem mieć duży ekran i mapy nie gorsze niż dotychczas z możliwością przynajmniej jednej aktualizacji. W sklepach z elektroniką kilka razy “bawiłem się” wystawionymi urządzeniami i sprawdzałem dokładność map w kilku miejscach. Koniec końców najbardziej przypadł mi do gustu wygląd map i interfejs w urządzeniach Mio. Ponieważ nie potrzebowałem kombajnu multimedialnego (teraz nawigacje potrafią dosłownie śpiewać i tańczyć), mój wybór padł na nawigację samochodową Mio M400 FEU (z mapą 44 państw Europy). Również cena urządzenia – ok. 530 zł w promocji w Euro.com.pl – wydała mi się na tyle dobra, że zdecydowałem się na zakup.

Przed zakupem próbowałem znaleźć opinie użytkowników na temat tego urządzenia i zainstalowanych map, ale nie znalazłem żadnej, która dopomogłaby mi w podjęciu decyzji. Dlatego postanowiłem, że opiszę moje wrażenia z użytkowania tej nawigacji – może komuś się przyda. Ponieważ do tej pory używałem jedynie systemu nawigacji Wayfinder Navigator, to siłą rzeczy będzie to dla mnie jedyny punkt odniesienia przy ocenie.


Nawigacja Mio M400 FEU

Nie będę się rozpisywał na temat specyfikacji urządzenia, bo można ją znaleźć na stronie producenta. Obudowa ładna, wykonana z dobrego plastiku, choć wydaje sprawia wrażenie delikatnej. Ekran jest wystarczająco duży, wyraźny. Niestety czasami – zwłaszcza przy pisaniu na klawiaturze ekranowej – muszę kilkukrotnie puknąć w ekran by uzyskać zamierzony cel. Czasem mam również problemy przy przesuwaniu mapy palcem lub przewijaniu opcji menu. Jednak ogólnie nie jest źle i myślę, że po pewnym czasie przyzwyczaję się do obsługi ekranu. Niektórzy mogą być zawiedzeni brakiem gniazda na dodatkową kartę pamięci, jednak dla mnie to nie jest problem – nie zamierzam dokupować innych map.

Oprócz samej nawigacji w pudełku otrzymałem uchwyt (na przyssawkę) do samochodu, kabel zasilający z gniazda zapalniczki, kabel USB do podłączenia do komputera i płytę CD. Uchwyt samochodowy jest mały, zgrabny, daje się łatwo regulować oraz przyczepić do szyby i, co najważniejsze, stabilnie trzyma nawigację. Z kablem zasilającym jest już gorzej – jest gruby i zbyt sztywny, a wtyczka do gniazda zapaliczki jest strasznie duża. Na szczęście kabel jest dość długi i nie jest zwinięty w spiralkę.


Uchwyt do szyby samochodu dla Mio M400


Kabel zasilania Mio M400 z gniazda zapalniczki samochodowej

Nawigacja Mio M400 wyposażona jest w tylko jedno złącze – mini USB, przez które następuje ładowanie akumulatora i wymiana danych z komputerem. Niestety po podłączeniu urządzenia do komputera nie można go używać – na ekranie wyświetlana jest tylko animacja i mapa jest niedostępna.

Od czasu zakupu minęło dopiero kilka dni i nie miałem okazji wypróbować nawigacji na dłuższej trasie. Już niedługo czeka mnie dalszy wyjazd, więc sprawdzę sprzęt i mapy w nieznanym terenie. Na razie mogę podzielić się wrażeniami z krótkiej wycieczki i jazdy po mieście. W domu przygotowałem sobie trasę, którą zamierzałem jechać – wybrałem punkt startowy, pośrednie i cel podróży. W samochodzie po określeniu pozycji (dzieje się to momentalnie, lecz to teraz jest standardem), wyjechałem w trasę. I tu wyszło na jaw, że najpierw należało przeczytać instrukcję obsługi mapy. Ponieważ wiedziałem gdzie mam jechać (znam teren), od razu pokierowałem się na właściwą drogę. Jednak nawigacja dostała (wg mnie) kompletnego bzika i kazała mi cały czas zawracać. Jak się okazało, po prostu kierowała mnie do punktu startowego trasy – czyli do domu. A wystarczyło wybrać (mądry człowiek jak doczyta co trzeba) opcję “jedź tą trasą”. Nie mniej jednak dalej uważam obsługę tej nawigacji za bardzo prostą. Dalej (po usunięciu punktu startowego) jechało się jak po sznurku.

Wrażenia z jazdy mam pozytywne – komunikaty o manewrach są podawane w odpowiednim momencie – sporo wcześniej są anonsowane i powtórzone w chwili kiedy należy np. dokonać skrętu. Często to “wcześniej”, jest mocno za wcześnie, np. “za 17 km skręć w lewo”, ale to bardziej śmieszy niż w czymkolwiek przeszkadza. Komunikat głosowy można zawsze powtórzyć poprzez kliknięcie w symbol manewru w lewym górnym rogu ekranu. Ja do powiadomień ustawiłem sobie głos kobiecy – bardzo przyjemny – który operuje poprawną polszczyzną.

Fajną rzeczą są powiadomienia o zbliżaniu się do fotoradaru – cichym “pipkaniem” nawigacja wzbudza czujność kierowcy. W Nokii miałem możliwość ustawienia powiadamiania do dowolnego typu POI – tu (chyba) tak nie jest (wydaje mi się, że można ustawić dla własnych POI załadowanych za pomocą aplikacji z komputera – jednak tego nie testowałem). Baza fotoradarów wydaje się dość spora, bo na mapie ikonek z radarem jest całe mrowie. Kierowca również może być informowany o przekroczeniu dozwolonej prędkości.

W czasie tego krótkiego testu znalazłem kilka wad. Po pierwsze nazwy mniejszych miejscowości zaznaczone na mapie taką samą czcionką co nazwy ulic – są trudne do odróżnienia. Dalej, drogi gruntowe nie wiele różnią się od dróg normalnych – mają ciut bardziej szary odcień, który jest trudny do odróżnienia. Zauważyłem również, że zdarzają się dziwne “braki” w mapie – np. we Wrocławiu, pod Mostem Milenijnym nie przepływa Odra – znika gdzieś w otchłani ziemi. Czasami taki błąd może nieźle ogłupić, zwłaszcza w nieznanym terenie.


We Wrocławiu pod Mostem Milenijnym nie przepływa Odra?

Na koniec zostawiłem największą wadę (choć może czegoś nie doczytałem lub nie znalazłem się w odpowiedniej sytuacji), którą jest brak asystenta pasa ruchu. W Nokii często byłem informowany bym np. trzymał się lewego pasa drogi, bo później będę miał skręt w lewo. Być może oprogramowanie w pewnych warunkach informuje o podobnych manewrach, ale na razie tego nie doświadczyłem.

To na razie początek mojej przygody z nawigacją Mio M400 FEU. Mam nadzieję, że urządzenie będzie pomocne w trasie. Jeszcze nie rejestrowałem się w serwisie “Mio Advantage” i nie aktualizowałem mapy (a mogę dokonać 2 bezpłatnych aktualizacji w przeciągu roku). Nie instalowałem również oprogramowania na komputerze (hmmm, pod linuksem będzie to kłopotliwe). Myślę, że po powrocie planowanego wyjazdu będę mógł coś więcej napisać o zaletach i wadach tej nawigacji. Tym, którzy już zastanawiają się nad kupnem tego modelu, polecam wcześniejsze zapoznanie się z instrukcją obsługi, którą można znaleźć na stronie service.mio.com.

Chciałbym zaznaczyć, że nijak nie jestem związany ani z firmą Mio, ani z żadnym z dystrybutorów bądź sprzedawców tej nawigacji.

(Ostatnia aktualizacja: 2009-12-13)