Darmowe mapy turystyczne – polskie góry

Przygotowując się do wędrówki w górach bezwzględnie powinniśmy zapoznać się z mapami terenu. W internecie można znaleźć darmowe mapy turystyczne, które będą świetną pomocą w planowaniu trasy. Oczywiście nic nie zastąpi dobrej mapy papierowej, którą można wrzucić do plecaka, jednak wcześniejsze zapoznanie się z mapami online jest wygodne i co najważniejsze za darmo.

Przygotowując się do wędrówki w górach bezwzględnie powinniśmy zapoznać się z mapami terenu. W internecie można znaleźć darmowe mapy turystyczne, które będą świetną pomocą w planowaniu trasy. Oczywiście nic nie zastąpi dobrej mapy papierowej, którą można wrzucić do plecaka, jednak wcześniejsze zapoznanie się z mapami online jest wygodne i co najważniejsze za darmo.

Wcześniej pisałem już o darmowych mapach topograficznych Polski, jednak nie mają one naniesionych szlaków turystycznych. Z kolei mapy turystyczne Zumi.pl nie są jeszcze wystarczająco wiarygodne (brak niektórych szlaków, brak poziomic), by tylko na nich polegać.


Mapy online zazwyczaj można łatwo powiększać i przesuwać

Na szczęście niektóre wydawnictwa kartograficzne udostępniają swoje mapy online – są to skany map papierowych dostępne w wygodnej przeglądarce. Po zapoznaniu się z taką mapą, będzie można później kupić identyczną i zabrać na wędrówkę. Mapy udostępniają również regionalne portale internetowe i urzędy w celu promocji swoich tras turystycznych.

Sudety

Tatry i Podtatrze

Beskidy

Pieniny i Gorce

Bieszczady

Góry Świętokrzyskie

Mapy czeskie i słowackie

 

Sporo planów miast udostępnia wydawnictwo „Witański” na stronie http://www.mapyonline.pl/.

 

Darmowe mapy na szlaku

O tym, że warto posiadać mapę okolicy, po której się poruszamy, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak nie zawsze dane mapy są do kupienia, znalezienia w internecie lub nie zawsze mamy czas by się w nie zaopatrzyć. Ale to nic straconego…

O tym, że warto posiadać mapę okolicy, po której się poruszamy, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak nie zawsze dane mapy są do kupienia, znalezienia w internecie lub nie zawsze mamy czas by się w nie zaopatrzyć. Ale to nic straconego…

W najlepszym wypadku zostaniemy w mapę zaopatrzeni przy kupnie biletu wstępu do atrakcji turystycznej. Takie praktyki są częste zagranicą (patrz: Adrszpaskie Skały), jednak w Polsce jest to zjawisko nader rzadkie. Na szczęście w Polsce coraz częściej można spotkać (nawet w dość odosobnionych i dzikich miejscach) tablice informacyjne, na których oprócz tekstów i zdjęć, pojawiają się mapy.


Plan ZOO we Wrocławiu

I właśnie o wykorzystanie tych darmowych map chodziło mi w tytule. Coraz popularniejsze są aparaty cyfrowe z możliwością natychmiastowego podglądu zdjęć, kamerki w telefonach komórkowych też już niewiele ustępują im jakością. Wykorzystajmy potencjał tych „zabawek” i róbmy zdjęcia napotkanym mapom. Takie mapy, choć często nie tak dokładne jak „kupne”, mogą jednak posiadać informacje, których próżno szukać na tych pierwszych – na przykład: nazwy grup skalnych, pomników przyrody, plany ogrodów, plany pomieszczeń, zaznaczony plan ścieżki edukacyjnej, itd. Nie wiadomo, w którym momencie wycieczki przyda nam się taka mapka – wówczas wystarczy ją odnaleźć i wyświetlić na ekranie aparatu.

Zatem, gdy widzimy mapę, plan obiektów, schemat trasy – cyk – i zapamiętujemy go w aparacie. Gdy mamy możliwość otrzymania drukowanej mapki za darmo – jako bilet wstępu, broszurka czy po prostu ulotka reklamowa – nie marnujmy tej szansy i czym prędzej schowajmy ją do kieszeni. Jeśli taka mapa nam się nie przyda – trudno, po prostu później skasujemy ją z karty pamięci lub oddamy na makulaturę. No, albo zachowamy ją na pamiątkę

 

Szlaki turystyczne na mapach Zumi

Szlaki turystyczne na mapach ZumiJakiś czas temu opisywałem portale internetowe oferujące darmowe mapy. Opisując portal Zumi.pl nie wspomniałem o tym, że na udostępnionych mapach są zaznaczone szlaki turystyczne. Nie wiem czy wówczas szlaki nie były oznaczone, czy po prostu nie zwróciłem na to uwagi.

Szlaki turystyczne na mapach ZumiJakiś czas temu opisywałem portale internetowe oferujące darmowe mapy. Opisując portal Zumi.pl nie wspomniałem o tym, że na udostępnionych mapach są zaznaczone szlaki turystyczne. Nie wiem czy wówczas szlaki nie były oznaczone, czy po prostu nie zwróciłem na to uwagi.

Aby zobaczyć na mapie szlaki, należy wybrać obszar, na którym są (mogą być) oznaczone oraz ustawić powiększenie mapy na co najmniej “Miasto”. Niestety, nie zawsze oznaczane są wszystkie szlaki występujące na danym terenie, a jeśli kilka szlaków biegnie równolegle, to narysowany jest tylko jeden.

Oznaczone są zarówno szlaki piesze (kreseczki), jak i rowerowe (kropeczki), a ich kolory odpowiadają oznaczeniom z map papierowych. Trójkątami zaznaczono szczyty górskie, które od niedawna są również opisane nazwami i wysokością nad poziomem morza. Układ szlaków jest dostępny w widoku mapy i zdjęć lotniczych (hybryda). Szkoda, że nie ma możliwości wyświetlenia siatki poziomic, dzięki którym można określić na przykład stopień trudności szlaku. Papierowe mapy mają zazwyczaj jeszcze jedną rzecz, której brakuje na Zumi – orientacyjne odległości czasowe, które ułatwiają planowanie trasy.

Szlaki turystyczne na mapach Zumi
Szlaki turystyczne na mapach Zumi

Jeszcze jedną, przydatną dla turysty, funkcją Zumi jest wyszukiwanie obiektów (zakładka „Firmy i usługi”). Można jej użyć na przykład do wyszukania schronisk turystycznych czy muzeów. Szkoda, że nie można wyszukiwać po nazwie szczyty górskie, a jedynie miejscowości.

Oprócz tego, w zakładce „Wyznaczanie trasy”, istnieje możliwość wyszukiwania tras samochodowych i pieszych oraz komunikacji miejskiej (dla kilku miast). Jednak wyznaczanie tras nie przypadło mi do gustu – brakuje możliwości definiowania punktów pośrednich czy modyfikacji trasy za pomocą myszki.

Schroniska turystyczne na mapach Zumi
Schroniska turystyczne na mapach Zumi

Myślę, że pomimo paru niedociągnięć, mapy Zumi z oznaczonymi szlakami turystycznymi są świetnym narzędziem do planowania pieszych czy rowerowych wycieczek. Opcja wyświetlenia zdjęć lotniczych oraz naniesionych na nich szlaków i atrakcji turystycznych daje dodatkowe możliwości – można odbyć “wirtualną wycieczkę” i sprawdzić atrakcyjność trasy lub odkryć miejsce warte zobaczenia.

 

Pamiątki z podróży

Podróżowanie jest bardzo przyjemnym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Te chwile spędzone poza domem chciałoby się zatrzymać jak najdłużej… przynajmniej w pamięci. Jednym ze sposobów na zabranie fragmentów odwiedzanych miejsc do własnego domu, jest zbieranie pamiątek.

Podróżowanie jest bardzo przyjemnym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Te chwile spędzone poza domem chciałoby się zatrzymać jak najdłużej… przynajmniej w pamięci. Jednym ze sposobów na zabranie fragmentów odwiedzanych miejsc do własnego domu, jest zbieranie pamiątek.

Pamiątką może być dosłownie wszystko, co będzie nam się kojarzyć z odwiedzanym miejscem czy zdarzeniem. Jedni przywożą trofea myśliwskie (nie polecam dla dobra zwierząt), inni egipskie mumie (z Egiptu oczywiście, też nie polecam), inni… Tak wymieniać można w nieskończoność. Wszystko zależy od możliwości transportowych, finansowych i zdrowego rozsądku. Ważne, by kupowanie czy zbieranie oraz transport do domu, nie kolidowały z prawem. Nie możemy na przykład wbrew zakazom wywozić zabytków i dzieł sztuki. Nie możemy niszczyć elementów przyrody ożywionej i nieożywionej. Tak wyliczać można bardzo długo. Zanim zdecydujemy się na wywóz “pamiątki” z danego kraju, dowiedzmy się czy jest to legalne, czy nie zostaniemy oskarżeni o przemyt. Oczywiście nie można popadać w paranoję. Kupując pamiątki dla turystów, na straganach w pobliżu odwiedzanych miejsc, możemy być pewni, że nie grozi nam konflikt z prawem.


Nie zawsze możemy fotografować to, co chcemy!

Najbardziej popularnym sposobem na zachowanie wspomnień z podróży jest fotografowanie. Zdjęcia utrwalają dokładnie to, co widzieliśmy na własne oczy. Ta wbrew pozorom bezpieczna forma “pamiątkarstwa” nie zawsze taką jest. Tu też wchodzą w grę aspekty etyczne i prawne. Nie wszystko i nie wszystkich można fotografować. Przed wyjazdem, zwłaszcza do krajów egzotycznych, o odmiennej kulturze i religii, należy się zapoznać z tamtejszymi zasadami i obyczajami. Również w krajach Europejskich, w Polsce, obowiązują zakazy fotografowania. Nie wolno fotografować obiektów wojskowych i o znaczeniu “strategicznym”. Ale też często nie wolno robić zdjęć w muzeach, kościołach czy obiektach zabytkowych. Nawet jeśli nie ma wywieszonego zakazu fotografowania, warto się upewnić czy fotografowanie jest możliwe lub nie wymaga wniesienia dodatkowej opłaty. Tam, gdzie nie można robić zdjęć, na pewno są do kupienia pocztówki, również bardzo cenne pamiątki z podróży.


Kolekcja biletów wstępu do muzeów, zabytków i na wystawy

Najbardziej ekonomicznym pomysłem na zbieranie pamiątek, jest kolekcjonowanie biletów przejazdów i wstępów. Można z nich utworzyć naprawdę interesujący, kolorowy zbiór. Również foldery i ulotki w muzeach czy wystawach są dostępne bezpłatnie lub kosztują przysłowiowe “parę groszy”. Poza tym pamiątki można znaleźć samemu – wystarczy się tylko schylić. Szyszka, muszelki, ciekawy kamień czy zasuszony liść, będą również świetnym “przypominaczem” z wycieczki. Dobrze jest zawczasu zacząć podpisywać pamiątki (miejsce i data), bo gdy kolekcja się rozrośnie, to możemy się pogubić w identyfikacji eksponatów.


Poranna kawa z odrobiną wspomnień…
Kubki z Pucka, Budapesztu, Wrocławia i Rozewia.


Drewniane sprzęty kuchenne z Zalipia.

Myślę, że dobrym pomysłem jest kupowanie pamiątek, z którymi będziemy obcować na co dzień, które będziemy widzieć, dotykać. W ten sposób codziennie będziemy mogli wracać myślami do “tamtych chwil”. Takimi pamiątkami mogą być kubki, które kształtem lub nadrukiem będą się kojarzyły z odwiedzanym regionem. Również innego rodzaju sprzęty kuchenne – zastawa stołowa (z odwiedzanej fabryki porcelany), drewniane łyżki, czajniczki, filiżanki, magnesy na lodówkę… Kobiety chętnie zaopatrzą się w biżuterię z wzorami lub kamieniami charakterystycznymi dla danej okolicy. Z różnych imprez kulturalnych, zlotów można przywieźć koszulki z okolicznościowym nadrukiem. Sądzę, że takie pamiątki, które nie tylko będą się kurzyły na półce, przysporzą nam najwięcej radości.

Kupując pamiątki, starajmy się wybierać takie, które są charakterystyczne dla danego regionu. Moim zdaniem wartościowszą pamiątką z Zakopanego będzie ciupaga lub owczy dzwoneczek (pomimo, są produkowane i importowane z Chin), niż indiańska maska czy naszyjnik z muszelek z egzotycznych mórz.

Myślę, że to co przywieziemy z podróży zależy jedynie od naszej pomysłowości i “żyłki” zbieracza.

Nawigacja MIO M400 FEU – wrażenia z użytkowania

W poprzednim artykule o MIO M400 niewiele napisałem o mapach dostarczanych z urządzeniem. Otóż dane dla Polski dostarcza Emapa, a dla pozostałych krajów Europy – Tele Atlas. Myślę, że producent wiedział co robi, decydując się na lokalnego dostawcę map – Emapę (mam nadzieję, że mapy są co najmniej tak samo dokładne jak z Tele Atlas).

W poprzednim artykule o MIO M400 niewiele napisałem o mapach dostarczanych z urządzeniem. Otóż dane dla Polski dostarcza Emapa, a dla pozostałych krajów Europy – Tele Atlas. Myślę, że producent wiedział co robi, decydując się na lokalnego dostawcę map – Emapę (mam nadzieję, że mapy są co najmniej tak samo dokładne jak z Tele Atlas). Mapy obu dostawców są dostępne online w internecie, więc można przed zakupem nawigacji ocenić na ile mapy są dokładne (oczywiście o ile MIO dostarcza najnowsze wersje map):

Pierwszą dłuższą trasę opracowałem i jechałem na mapach, z którymi kupiłem nawigację. Niestety w kilku przypadkach okazała się nieaktualna i w dziwny sposób wyznaczała trasę – zamiast ominąć miasto istniejącą (również na mapie) obwodnicą, zostałem skierowany do centrum, by dalej wyjechać na końcu obwodnicy. Po powrocie do domu zaktualizowałem mapę do najnowszej wersji (można pobrać dwie darmowe aktualizacje po rejestracji w serwisie MIO). Ponowne opracowanie trasy obyło się już bez takich kwiatków – słowem, warto zaktualizować mapy.

Poprzednio pisałem również o grubym i sztywnym kablu zasilającym oraz wielkiej wtyczce do gniazda zapalniczki. Jak się okazało jest to dość uciążliwy mankament. Kilkukrotnie, przy zmianie biegów, udało mi się zahaczyć palcami wystający kabel i wyciągnąć wtyczkę. W czasie jazdy odkryłem również, ze wtyczka ma lampkę informującą o zasilaniu – jest ona tak mało widoczna, że wcześniej ją przeoczyłem.

Niestety, nawigacja potrafi się zawiesić. Przydarzyło mi się to co prawda do tej pory tylko raz, ale warto być na to przygotowanym. Dlatego po opracowaniu trasy, warto ją zapisać, by w przypadku zawieszenia móc szybko zrestartować nawigację i wczytać trasę. Ponieważ pozycja GPS ustawiana jest momentalnie, a i system ładuje się równie szybko, tak że bez nawigacji możemy być maksymalnie około 2 minut. Myślę, że jeśli te “resety” będą wymagane sporadycznie, to można przeboleć tę wadę. O ile dobrze pamiętam, to instrukcja obsługi ostrzega, że urządzenie może się “zawiesić”.

Podsumowując moje przygody z MIO M400, jestem zadowolony z tego urządzenia i map. Myślę, że ma dobry stosunek ceny do możliwości. Wyznaczone trasy przejeżdżałem bez większych przeszkód. Jedynie gdy specjalnie zatrzymałem się na drodze gruntowej (dość daleko od drogi asfaltowej) i miałem włączoną opcję unikania dróg gruntowych, to oprogramowanie nie mogło wyznaczyć nowej trasy z aktualnego położenia. Wyłączenie unikania “gruntówek” rozwiązało sprawę. Z mniejszych rzeczy, brakuje mi trochę łatwego dostępu do regulacji głośności komunikatów – szybko można jedynie włączyć lub całkowicie wyłączyć dźwięki. Czasami ekran mógłby być bardziej responsywny. Poza tym właściwie nie ma się do czego więcej przyczepić – ekran jest czytelny zarówno w dzień (można rozjaśnić) i nie razi w nocy (można przyciemnić), komunikaty o manewrach są podawane wystarczająco wcześnie. Podczas jazdy urządzenie jest praktycznie bezobsługowe. Nawet przyzwyczaiłem się do widoku 3D, którego nigdy wczesniej nie używałem.

Na koniec chciałbym poruszyć sprawę, którą poprzednio uznałem za największą wadę nawigacji – brak asystenta pasa ruchu. Otóż nie do końca jest to prawda. Obecność “asystenta” zależy od miejsca – większe miasta europejskie (nie, nie w Polsce!) mają informację o pasach ruchu i są one wyświetlane podczas jazdy.


Asystent pasa ruchu w nawigacji MIO M400 FEU

Można sobie przetestować działanie “asystenta” wybierając się np. w wirtualną przejażdżkę po Berlinie. Może kiedyś doczekam się aktualizacji takich informacji dla Warszawy czy Wrocławia…

(Ostatnia aktualizacja: 2010-02-12)

Nawigacja samochodowa GPS – MIO M400 FEU

Dość długo zastanawiałem się nad kupnem nawigacji samochodowej. Co prawda posiadam Nokię N810, która ma wbudowany odbiornik GPS i system nawigacji firmy Wayfinder z mapami Tele Atlas, jednak brak aktualizacji map i konieczność płacenia (dość słono) za abonament umożliwiający wyznaczanie tras (normalnie można tylko określać swoje położenia na mapie i wyszukiwać lokalizacje), a także zbliżający się nowy sezon wyjazdowy (wiosna tuż tuż…), przyspieszyły decyzję.

Dość długo zastanawiałem się nad kupnem nawigacji samochodowej. Co prawda posiadam Nokię N810, która ma wbudowany odbiornik GPS i system nawigacji firmy Wayfinder z mapami Tele Atlas, jednak brak aktualizacji map i konieczność płacenia (dość słono) za abonament umożliwiający wyznaczanie tras (normalnie można tylko określać swoje położenia na mapie i wyszukiwać lokalizacje), a także zbliżający się nowy sezon wyjazdowy (wiosna tuż tuż…), przyspieszyły decyzję.

Na rynku jest całe mnóstwo urządzeń do nawigacji samochodowej GPS i sporo różnego rodzaju map. Zakres cen i jakość wykonania urządzeń GPS, dokładność i obszar pokrycia map oraz przeczytane opinie użytkowników – łącznie przemieszane – powodują, że trudno zdecydować, co warto kupić. W moim przypadku ważnym czynnikiem była niska cena (nawigacja jest tylko gadżetem, który ma ułatwić podróżowanie – nie zarabia na siebie) oraz łatwość obsługi. Zdecydowałem się szukać urządzenia wyposażonego w mapę całej Europy, gdyż nigdy nie wiadomo, gdzie człowieka poniesie…

Siłą rzeczy urządzenia porównywałem do mojej Nokii – chciałem mieć duży ekran i mapy nie gorsze niż dotychczas z możliwością przynajmniej jednej aktualizacji. W sklepach z elektroniką kilka razy “bawiłem się” wystawionymi urządzeniami i sprawdzałem dokładność map w kilku miejscach. Koniec końców najbardziej przypadł mi do gustu wygląd map i interfejs w urządzeniach Mio. Ponieważ nie potrzebowałem kombajnu multimedialnego (teraz nawigacje potrafią dosłownie śpiewać i tańczyć), mój wybór padł na nawigację samochodową Mio M400 FEU (z mapą 44 państw Europy). Również cena urządzenia – ok. 530 zł w promocji w Euro.com.pl – wydała mi się na tyle dobra, że zdecydowałem się na zakup.

Przed zakupem próbowałem znaleźć opinie użytkowników na temat tego urządzenia i zainstalowanych map, ale nie znalazłem żadnej, która dopomogłaby mi w podjęciu decyzji. Dlatego postanowiłem, że opiszę moje wrażenia z użytkowania tej nawigacji – może komuś się przyda. Ponieważ do tej pory używałem jedynie systemu nawigacji Wayfinder Navigator, to siłą rzeczy będzie to dla mnie jedyny punkt odniesienia przy ocenie.


Nawigacja Mio M400 FEU

Nie będę się rozpisywał na temat specyfikacji urządzenia, bo można ją znaleźć na stronie producenta. Obudowa ładna, wykonana z dobrego plastiku, choć wydaje sprawia wrażenie delikatnej. Ekran jest wystarczająco duży, wyraźny. Niestety czasami – zwłaszcza przy pisaniu na klawiaturze ekranowej – muszę kilkukrotnie puknąć w ekran by uzyskać zamierzony cel. Czasem mam również problemy przy przesuwaniu mapy palcem lub przewijaniu opcji menu. Jednak ogólnie nie jest źle i myślę, że po pewnym czasie przyzwyczaję się do obsługi ekranu. Niektórzy mogą być zawiedzeni brakiem gniazda na dodatkową kartę pamięci, jednak dla mnie to nie jest problem – nie zamierzam dokupować innych map.

Oprócz samej nawigacji w pudełku otrzymałem uchwyt (na przyssawkę) do samochodu, kabel zasilający z gniazda zapalniczki, kabel USB do podłączenia do komputera i płytę CD. Uchwyt samochodowy jest mały, zgrabny, daje się łatwo regulować oraz przyczepić do szyby i, co najważniejsze, stabilnie trzyma nawigację. Z kablem zasilającym jest już gorzej – jest gruby i zbyt sztywny, a wtyczka do gniazda zapaliczki jest strasznie duża. Na szczęście kabel jest dość długi i nie jest zwinięty w spiralkę.


Uchwyt do szyby samochodu dla Mio M400


Kabel zasilania Mio M400 z gniazda zapalniczki samochodowej

Nawigacja Mio M400 wyposażona jest w tylko jedno złącze – mini USB, przez które następuje ładowanie akumulatora i wymiana danych z komputerem. Niestety po podłączeniu urządzenia do komputera nie można go używać – na ekranie wyświetlana jest tylko animacja i mapa jest niedostępna.

Od czasu zakupu minęło dopiero kilka dni i nie miałem okazji wypróbować nawigacji na dłuższej trasie. Już niedługo czeka mnie dalszy wyjazd, więc sprawdzę sprzęt i mapy w nieznanym terenie. Na razie mogę podzielić się wrażeniami z krótkiej wycieczki i jazdy po mieście. W domu przygotowałem sobie trasę, którą zamierzałem jechać – wybrałem punkt startowy, pośrednie i cel podróży. W samochodzie po określeniu pozycji (dzieje się to momentalnie, lecz to teraz jest standardem), wyjechałem w trasę. I tu wyszło na jaw, że najpierw należało przeczytać instrukcję obsługi mapy. Ponieważ wiedziałem gdzie mam jechać (znam teren), od razu pokierowałem się na właściwą drogę. Jednak nawigacja dostała (wg mnie) kompletnego bzika i kazała mi cały czas zawracać. Jak się okazało, po prostu kierowała mnie do punktu startowego trasy – czyli do domu. A wystarczyło wybrać (mądry człowiek jak doczyta co trzeba) opcję “jedź tą trasą”. Nie mniej jednak dalej uważam obsługę tej nawigacji za bardzo prostą. Dalej (po usunięciu punktu startowego) jechało się jak po sznurku.

Wrażenia z jazdy mam pozytywne – komunikaty o manewrach są podawane w odpowiednim momencie – sporo wcześniej są anonsowane i powtórzone w chwili kiedy należy np. dokonać skrętu. Często to “wcześniej”, jest mocno za wcześnie, np. “za 17 km skręć w lewo”, ale to bardziej śmieszy niż w czymkolwiek przeszkadza. Komunikat głosowy można zawsze powtórzyć poprzez kliknięcie w symbol manewru w lewym górnym rogu ekranu. Ja do powiadomień ustawiłem sobie głos kobiecy – bardzo przyjemny – który operuje poprawną polszczyzną.

Fajną rzeczą są powiadomienia o zbliżaniu się do fotoradaru – cichym “pipkaniem” nawigacja wzbudza czujność kierowcy. W Nokii miałem możliwość ustawienia powiadamiania do dowolnego typu POI – tu (chyba) tak nie jest (wydaje mi się, że można ustawić dla własnych POI załadowanych za pomocą aplikacji z komputera – jednak tego nie testowałem). Baza fotoradarów wydaje się dość spora, bo na mapie ikonek z radarem jest całe mrowie. Kierowca również może być informowany o przekroczeniu dozwolonej prędkości.

W czasie tego krótkiego testu znalazłem kilka wad. Po pierwsze nazwy mniejszych miejscowości zaznaczone na mapie taką samą czcionką co nazwy ulic – są trudne do odróżnienia. Dalej, drogi gruntowe nie wiele różnią się od dróg normalnych – mają ciut bardziej szary odcień, który jest trudny do odróżnienia. Zauważyłem również, że zdarzają się dziwne “braki” w mapie – np. we Wrocławiu, pod Mostem Milenijnym nie przepływa Odra – znika gdzieś w otchłani ziemi. Czasami taki błąd może nieźle ogłupić, zwłaszcza w nieznanym terenie.


We Wrocławiu pod Mostem Milenijnym nie przepływa Odra?

Na koniec zostawiłem największą wadę (choć może czegoś nie doczytałem lub nie znalazłem się w odpowiedniej sytuacji), którą jest brak asystenta pasa ruchu. W Nokii często byłem informowany bym np. trzymał się lewego pasa drogi, bo później będę miał skręt w lewo. Być może oprogramowanie w pewnych warunkach informuje o podobnych manewrach, ale na razie tego nie doświadczyłem.

To na razie początek mojej przygody z nawigacją Mio M400 FEU. Mam nadzieję, że urządzenie będzie pomocne w trasie. Jeszcze nie rejestrowałem się w serwisie “Mio Advantage” i nie aktualizowałem mapy (a mogę dokonać 2 bezpłatnych aktualizacji w przeciągu roku). Nie instalowałem również oprogramowania na komputerze (hmmm, pod linuksem będzie to kłopotliwe). Myślę, że po powrocie planowanego wyjazdu będę mógł coś więcej napisać o zaletach i wadach tej nawigacji. Tym, którzy już zastanawiają się nad kupnem tego modelu, polecam wcześniejsze zapoznanie się z instrukcją obsługi, którą można znaleźć na stronie service.mio.com.

Chciałbym zaznaczyć, że nijak nie jestem związany ani z firmą Mio, ani z żadnym z dystrybutorów bądź sprzedawców tej nawigacji.

(Ostatnia aktualizacja: 2009-12-13)

Śnieżka widziana z Wrocławia

Nie jest niczym szczególnym zobaczyć góry we Wrocławiu. Ci, którzy mieszkają wysoko, na 10-11 piętrze lub mają niczym nie przesłonięty widok, mogą zobaczyć Wzgórza Trzebnickie na północy czy wzniesienia Gór Sowich i Przedgórza Sudeckiego z majestatyczną Ślężą na południu.

Nie jest niczym szczególnym zobaczyć góry we Wrocławiu. Ci, którzy mieszkają wysoko, na 10-11 piętrze lub mają niczym nie przesłonięty widok, mogą zobaczyć Wzgórza Trzebnickie na północy czy wzniesienia Gór Sowich i Przedgórza Sudeckiego z majestatyczną Ślężą na południu.


Śnieżka widziana z Wrocławia

Jednak przy dobrej pogodzie, tak jak na przykład dzisiaj (29 listopada 2009), można zobaczyć szczyty oddalone o 100 km (w linii prostej) od Wrocławia. Mam tu na myśli przede wszystkim Śnieżkę – najwyższe wzniesienie Karkonoszy. Jak widać, leży już na niej śnieg!

Wyznaczanie tras drogami, których nie ma

Mogło by się wydawać, że posiadanie nawigacji GPS uchroni nas przed niespodziankami w trasie i jak po sznurku trafimy do celu. Niestety, jest to złudne myślenie. Czasami oprogramowanie w nawigacji potrafi płatać figle i wyprowadzić nas w przysłowiowe pole.

Mogło by się wydawać, że posiadanie nawigacji GPS uchroni nas przed niespodziankami w trasie i jak po sznurku trafimy do celu. Niestety, jest to złudne myślenie. Czasami oprogramowanie w nawigacji potrafi płatać figle i wyprowadzić nas w przysłowiowe pole.

Często zdażało mi się jeździć “skrótami” wyznaczonymi przez nawigację – wśród pól kapusty i tytoniu, drogami szutrowymi, miedzami… Ale odbywało się to za moim cichym przyzwoleniem – ustawiałem trasę “krótką” – i tak była wytyczana. Niestety, w minione wakacje miałem przygodę, która kosztowała mnie trochę czasu, strachu i konieczności poszukania drogi alternatywnej do wcześniej wytyczonej.

Gdy zwiedzaliśmy cerkwie podkarpackiego szlaku architektury drewnianej, jeździliśmy drogami “lokalnymi” – szutrowymi, leśnymi, czasami wymagającymi przejazdu rzeki w bród. Byliśmy na to przygotowani.


Drogi gruntowe są pełne niespodzianek


Pokonujemy rzekę w bród

Mieliśmy wyznaczoną trasę z Kalnicy do Turzańska. Na mapie “papierowej” droga była oznaczona jako “inne”. Nawigacja GPS (mapa Tele Atlas N.V. z 2008 roku) pokazywała również drogę z kategorii gruntowych:


Kalnica – tu trafiliśmy po zwiedzeniu cerkwi w miejscowości Bystre


Turzańsk – tu chcieliśmy zwiedzić cerkiew

Jednak na miejscu okazało się, że zamiast drogi jest łąka. Co prawda widać było slady, że kiedyś jechał tamtędy samochód, ale najwyraźniej była to terenówka! Tym razem poddaliśmy się. Po powrocie do domu sprawdziliśmy, że mapy oferowane przez Google wcale nie mają tej drogi zaznaczonej.


Na mapach Google nie ma prostej drogi z Kalnicy do Turzańska

Wniosek z tej przygody jest taki – jeśli planujesz trasę drogami gruntowymi – sprawdź w kilku źródłach, czy ta droga na pewno istnieje (np. tu, tu lub tu). Jeśli nie masz terenówki i chcesz oszczędzić sobie “przygód” z samochodem – przy planowaniu trasy w GPS wyłącz opcję jazdy drogami gruntowymi. Włączenie nawigacji GPS nie zwalnia nas z myślenia!

Jaka będzie pogoda?

Wybierając się na krótką wycieczkę lub na dłuższy urlop, chcialibysmy wiedzieć jaka bedzie pogoda. Oczywiście zawsze to będzie tylko prognoza (nie musi się sprawdzić), ale przynajmniej z grubsza pozwoli przygotować się do podróży – będziemy mogli na przykład okreslić jakie zabrać ubranie albo czy wziąć parasol, czy może lepiej krem do opalania.

Wybierając się na krótką wycieczkę lub na dłuższy urlop, chcialibysmy wiedzieć jaka bedzie pogoda. Oczywiście zawsze to będzie tylko prognoza (nie musi się sprawdzić), ale przynajmniej z grubsza pozwoli przygotować się do podróży – będziemy mogli na przykład okreslić jakie zabrać ubranie albo czy wziąć parasol, czy może lepiej krem do opalania. Choć dobry turysta powinien być przygotowany na każdą pogodę, to lepiej wiedzieć przed wyjściem z domu czy wycieczka ma sens, czy aura nie pokrzyżuje nam planów. Znajomość warunków atmosferycznych jest ważna zwłaszcza w sytuacjach, gdy mogą wpłynąć na nasze bezpieczeństwo. Wyprawa w góry, rejs jachtem – to nie przelewki – załamanie pogody może mieć katastrofalne skutki, dlatego przed wyruszeniem w drogę koniecznie powinniśmy sprawdzić jaka będzie pogoda.

Burza – wzbudza strach, ale jest pięknym zjawiskiem atmosferycznym

Miejsc, gdzie możemy poznać prognozę pogody jest wiele – począwszy od starego górala po specjalistyczne serwisy pogodowe. Ponieważ w radio czy telewizji trudno trafić na progozę, która akurat obejmuje cel naszej podróży, a w prasie dane nie są najświeższe. Dlatego najlepszym miejscem, w którym znajdziemy najbardziej aktualne prognozy pogody, jest internet. Istnieje wiele serwisów internetowych podających aktualne warunki pogodowe – każdy znajdzie coś dla siebie. Ja chciałbym przedstawić kilka, które moim zdaniem są najbardziej godne zaufania. W pierwszej kolejności zaprezentuję serwisy z pogodą dla Polski.

Numeryczna prognoza pogody ICM

To moja ulubiona strona “pogodowa”, od której zaczynam sprawdzanie prognozy. Jest to prognoza opracowywana numerycznie w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania (ICM) Uniwersytetu Warszawskiego. Pogodę na najbliższe 48 lub 84 godziny można sprawdzić dla dowolnego miejsca w Polsce i u najbliższych sąsiadów. W czytelny, graficzny sposób przedstawiona jest temperatura średnia i odczywalna, wilgotność powietrza, opady, ciśnienie, prędkość i kierunek wiatru oraz zachmurzenie. Całość uzupełniona jest obszernym komentarzem synoptyka. Strona dostępna jest pod adresem http://new.meteo.pl/.


Mapa do wyboru miejsca odczytu numerycznej prognozy pogody na ICM

Pogodynka – serwis pogodowy IMGW

Pogodynka, to serwis Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW). Znajdziemy tutaj mapy Polski z naniesionymi izotermami, izobarami, kierunkiem wiatrów oraz innymi danymi metorologicznymi. Poza tym w tabelach przedstawione są dane liczbowe dla większych miast. Pogodynka nie ogranicza się tylko do Polski – znajdziemy tu również prognozy dla Europy i reszty świata. Dodatkowo zamieszczane są ostrzeżenia meteorologiczne i hydrologiczne, stan wody w rzekach, stan Bałtyku oraz informacje sezonowe (promieniowanie UV, temperatura akwenów wodnych, pogoda w górach). Pogodynka dostępna jest pod adresem http://www.pogodynka.pl/.


Pogodynka, to rozbudowany serwis informacyjny IMGW

MeteoGroup

MeteoGroup to serwis prywatnej firmy meteorologicznej, w którym znajdziemy 14-dniową prognozę pogody dla (jak podają) 2 milionów miast na świecie. Oprócz temperatury, prędkości i kierunku wiatru znajdziemy tu prawdopodobieństwo wystąpienia opadów i ich wielkość oraz godziny wschodu i zachodu słońca, a także czas nasłonecznienia. Polskojęzyczna strona MeteoGroup dostepna jest pod adresem http://www.meteogroup.pl/.


Serwis MeteoGroup pozwala sprawdzić pogodę 2 milionach miast na świecie

Pogoda w górach

Turyści wybierający się w góry powinni zapoznać się ze stroną GOPR (http://gopr.pl/). Poza aktualnym stanem pogody w polskich górach, można znaleźć informacje o zagrożeniach lawinowych. Poza tym warto pamiętać, że wychodząc w góry należy obowiązkowo sprawdzić w schronisku (bądź oddziale GOPR lub TOPR) najświeższe dane i ostrzeżenia pogodowe.


Na stronie GOPR znajdziemy dane pogodowe ze stacji meteorologicznych w polskich górach

Pogoda nad wodą

Podobnie jak w górach, tak i na wodzie, pogoda może mieć wpływ na nasze bezpieczeństwo. Dlatego warto zajrzeć na specjalny dział Pogodynki przeznaczony dla żeglarzy i uprawiających sporty wodne: http://www.zagle.pogodynka.pl/.


Portal pogodowy sportów wodnych

Drugim serwisem skierowanym do wodniaków jest http://www.601100100.pl/, którego nazwa pochodzi od numeru telefonu ratunkowego nad wodą. W dziale “pogoda”, poza prognozą pogody dla miejscowości położonych nad wodą, znajdziemy tu małą encyklopedię pojęć zwiazanych z meteorologią.


Poza prognozą pogody znajdziemy tu encyklopedię pojęć meteorologicznych

Pamiętajmy, żeby przed wyruszeniem w rejs, sprawdzić aktualną pogodę w kapitanacie portu lub w oddziale WOPR (Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego) oraz dostosować się do komunikatów i ostrzeżeń.

Jarmark Bożonarodzeniowy

Historia Jarmarków Bożonarodzeniowych sięga nawet XIII wieku, kiedy to w Wiedniu organizowano tzw. “December market”. Jednak najbardziej znane są targi Weihnachtsmarkt organizowane w Niemczech.

Historia Jarmarków Bożonarodzeniowych sięga nawet XIII wieku, kiedy to w Wiedniu organizowano tzw. “December market”. Jednak najbardziej znane są targi Weihnachtsmarkt organizowane w Niemczech. Najstarsze są organizowane w Dreźnie (od 1434 roku) i Budziszynie (od 1384 roku). Właśnie te jarmarki, położone blisko granicy Polski, są często odwiedzane są przez naszych rodaków.


Kram ze słodyczami na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Dreźnie


Jarmark Bożonarodzeniowy w Berlinie


Sprzedawca jadalnych kasztanów podczas Weihnachtsmarkt w Berlinie

Tradycyjny jarmark odbywa się pod gołym niebem, na ulicach i placach w czasie adwentu – przez cztery tygodnie aż do Bożego Narodzenia. W tym czasie, oprócz straganów z ozdobami świątecznymi, słodkościami czy zabawkami, nie może zabraknąć szopki bożonarodzeniowej i tradycyjnych kolęd.

Ostatnimi czasy takie jarmarki są organizowane również w Polsce. Coraz częściej z wielkim rozmachem – upodabniają się zarówno wielkością jak i oferowanym asortymentem do tych z “zachodu”. Warto już od najbliższego weekendu, od 27 listopada, śledzić wydarzenia w okolicy – może własnie w Twoim mieście rozpoczyna się Jarmark Bożonarodzeniowy (Warszwa, Wrocław, w Niemczech)?

Opracowane na podstawie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Weihnachtsmarkt, http://en.wikipedia.org/wiki/Weihnachtsmarkt